Eksploracja Podkarpacie

franz schmidt

Gość · 5 · 4116

Szymon Jakubowski

  • Gość
Powyższy link dotyczy tekstu z 1977 roku bodajże, gdy Schmidta złapano. Poniżej zaś link opisujący całość "dokonań" tego bydlaka. Najśmieszniejsze i najbardziej tragiczne jest to, że gościa zwolnili od odpowiedzialności karnej z powodu jego rzekomej choroby psychicznej a ten jeszcze domagał się odszkodowania. Sukinkot.
http://podkarpackahistoria.manifo.com/kat-jaroslawia




Szymon Jakubowski

  • Gość
Niestety był cholernie groźny i skuteczny w zwalczaniu ruchu oporu. Mieszkał w Jarosławiu od dziecka, tu chodził do szkoły i pracował, należał nawet do "Strzelca". Po wybuchu wojny gdy zaczął pracować w Gestapo miał praktycznie rozpracowane całe miejscowe środowisko młodzieżowe. Wielu jego kolegów ze szkolnych ław trafiło do Auschwitz (sam aresztował ludzi którzy trafili tam pierwszym transportem), wielu do lasu w Kidałowicach, gdzie prowadzono masowe egzekucje.



Szymon Jakubowski

  • Gość
Miejsc egzekucji było wiele, m.in na terenie klasztoru. Jak chodzi o las kidałowicki to chyba nikt do końca nie zbadał ile osób tam zostało zamordowanych. Można podejrzewać, że tysiące. Zdaje się,, że jakieś ekshumacje tam robione, ale raczej nie na jakąś szeroką skalę jak np. w Palmirach pod Warszawą.


szarypoter

  • Gość
Z relacji świadka, więzionego w murach klasztoru Benedyktynów w Jarosławiu.

„Przez cały okres mojego ośmiomiesięcznego pobytu w wiezieniu w klasztorze sw. Anny mnie i
współwięźniów z mojej celi w godzinach przedpołudniowych zatrudniano przy kopaniu pod
murem klasztornym obszernych i głębokich dołów. Zdarzało sie to kilka razy w tygodniu. W
tym czasie doprowadzono do wiezienia w klasztorze duże ilości aresztowanych Żydów. Niektóre
z cel były tak zatłoczone, &e ludzie tam umieszczeni musieli cały czas stać. W godzinach
południowych przychodziło na teren klasztoru kilku gestapowców, miedzy innymi Franz
Schmidt, Klarenbach i Hoffman, którzy Żydów rozebranych do bielizny wyprowadzali po
kilkunastu nad wykopane przez nas doły. Z okna mojej celi wielokrotnie widziałem, jak nad
tymi dołami gestapowcy ich rozstrzeliwali. Po egzekucjach zabierano mnie i innych więźniów do
zakopywania zastrzelonych. Wielokrotnie zdarzało sie, że w grobie leżały osoby tylko zranione,
które poruszały sie lub nawet usiłowały powstać. Wówczas wykonawcy egzekucji dobijali ich
dodatkowymi strzałami z rewolwerów. W ten sposób zostało zastrzelone chyba kolka tysięcy
ludzi. Wiezienie to zostało zlikwidowane 13 listopada 1943 roku…”


Kolejna relacja świadka – mieszkańca zabudowań poklasztornych, który na polecenie Niemców
pełnił funkcje ogrodnika dotyczy losów zwłok rozstrzelanych ludzi. Otóż:

„… Na dni 19 – 21 marca 1944 roku Niemcy kazali mi opuścić teren poklasztorny. Kiedy
powróciłem, dowiedziałem sie, &e w czasie mojej nieobecności wydobyli oni zwłoki więźniów rozstrzelanych na terenie klasztoru, wywieźli je do Koniaczowa leżącego niedaleko Jarosławia i spalili je dla zatarcia śladów…”


"Śladami Żydów w Jarosławiu"