Eksploracja Podkarpacie

Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukanie zaawansowane  

Aktualności:

SMF - Just Installed!

Strony: [1] 2 3 ... 8   Do dołu

Autor Wątek: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....  (Przeczytany 15532 razy)

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843

Witam,,,,,
Taki temacik mi wpadŁ do głowy  :pl: o naszych pieknych, jedynych i niepowtarzalnych Bieszczadach....
Zapraszam Wszystkich do pisania o naszych wędrówkach, eksploracji, przygodach, imprezach itp wyprawach związanych z Bieszczadami...
Temat też poświęcony historii, legendom, mitom, plotkom i wszelkim info poświęconym tym górom...
Wklejajcie tu wszystko co z nimi zwiazane...  :peace:
Zapraszam Wszystkich do tematu ....
Ja na początek historię pewnego dzwonu...
Cyga,,,, :salut:

Bieszczady to region o bogatej i dramatycznej historii. To teren, którego nie oszczędziły wojenne fronty I i II Wojny Światowej, a rok 1945 nie oznaczał zakończenia walk. O tragicznych wydarzeniach świadczą widniejące na mapach miejsca bitew, leśne pozostałości umocnień i okopów oraz wspomnienia nielicznych żyjących jeszcze świadków. Częścią historii są niemal już legendarne, cerkiewne dzwony. W odróżnieniu od położonych bardziej na północ parafii skupiających niejednokrotnie kilkanaście tysięcy wiernych, tutaj niemal w każdej wiosce mieszkańcy wznosili własną świątynię z dzwonnicą.

Podczas niemieckiej okupacji oraz akcji „Wisła” ograbiono i bezpowrotnie zniszczono wiele cerkwi. Wraz z nimi zniknęły dzwony cerkiewne, otaczane kultem przez wiernych. Wg czasami trudnych dziś do zweryfikowania opowieści, wiele z nich udało się w ostatniej chwili ukryć, zakopać w sekretnych, znanych tylko wtajemniczonym osobom miejscach. W ostatnich dniach kwietnia 2006 r. jeden z poszukiwaczy takich tajemnic przemierzał bieszczadzkie lasy w oczekiwaniu na...



Pisk wykrywacza metalu

Mieszkaniec Radoszyc Marek Gosztyła od lat pasjonuje się zbieraniem militariów i metalowego złomu w pobliskich lasach. Pod koniec kwietnia pan Marek wybrał się na poszukiwania w okolice Woli Michowej. Gdy wykrywacz metalu nagle zapiszczał, okazało się, że pod dosłownie kilkucentymetrową warstwą ziemi spoczywa duży obiekt z metalu. To, co z początku wydawało się być metalową obręczą, okazało się być potężnym dzwonem zakopanym w pozycji odwrotnej do tej, w jakiej mocuje się go na dzwonnicy.

Gosztyła nie ukrywa, że metalowego złomu poszukuje również w celach zarobkowych. Jednak zdając sobie sprawę z wagi znaleziska, zamiast sprzedać dzwon na złom, postanowił powiadomić o nim naukowców.
Jerzy Ginalski, dyrektor sanockiego skansenu – Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku opowiada, że niejednokrotnie dane mu było uczestniczyć w poszukiwaniach rzekomo zakopanych dzwonów i jak dotąd, tylko raz akcja poszukiwawcza nie okazała się być fałszywym alarmem. Tym razem wiadomość o znalezisku w pobliżu granicznego pasma zaintrygowała go, ponieważ dotarła do niego dość okrężną drogą.

- Otrzymaliśmy telefon z Krakowa z informacją, że w okolicach Woli Michowej znaleziono dzwon. Choć tego typu doniesienia traktujemy z dużą rezerwą, to jednak fakt, iż wiadomość dotarła do nas spoza regionu, postawił nas na nogi. Dlaczego z Krakowa? Znalazca po prostu nie wiedział, kogo ma poinformować – mówi Ginalski. – Po powiadomieniu Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz służb leśnych, zorganizowaliśmy akcję wydobycia dzwonu. 24. kwietnia pojechaliśmy na miejsce z ekipą leśników. Muszę przyznać, że byliśmy pod wrażeniem. Nie spodziewaliśmy się, że dzwon będzie aż tak duży.

Jego wydobycie było prawdziwym wyzwaniem. Musieliśmy posłużyć się liną zamocowaną do pobliskiej jabłoni oraz przekładnią, a dzwon wydobywało kilku mężczyzn. Dzwon jest naprawdę piękny. Jego obwód wynosi 3,30m, a średnica ponad 1 m. Waży 625 kg. To prawdziwy olbrzym. Jedyny tak wielki egzemplarz kiedykolwiek znaleziony i sklasyfikowany na tych terenach – relacjonuje dyrektor sanockiego MBL.

Dzwon został z trudem załadowany do „Żuka” i przetransportowany do sanockiego skansenu, gdzie wg wstępnych ustaleń, dzwon ma już pozostać. – Mamy aż cztery uratowane i zrekonstruowane obiekty sakralne, ale żaden z nich nie ma własnego dzwonu. Po zamontowaniu na parawanowej, specjalnie wybudowanej do tego celu dzwonnicy, chcielibyśmy udostępnić go turystom – mówi Ginalski dodając, ze dzwon zostanie umieszczony prawdopodobnie przed cerkwią z Ropek.

Mieszkańcy nieistniejącej wsi Balnica zaangażowani w akcję ratowania dzwonu przed Niemcami musieli utrzymywać swoje plany w ścisłej tajemnicy. – Pewnego dnia dzwon nagle zniknął. Na przycerkiewnej dzwonnicy zostały tylko dwa mniejsze, które mu towarzyszyły – opowiada Stefan Seńko, jedyny mieszkaniec Balnicy, który po akcji „Wisła” powrócił w Bieszczady. – Nikt nie wiedział, co się z nim stało. Zapadł się jak pod ziemię. Ludzie mówili, że chyba Niemcy go zabrali. To było ok. 1943 roku – byliśmy wtedy pod ich okupacją. Zabierali duże dzwony i je przetapiali. Te małe ich nie interesowały, ale i one później zniknęły. Niestety nie wiem co się z nimi stało. W ostatnie dni kwietnia 1947 roku przyjechało Wojsko Polskie. Mieliśmy 2 godziny na opuszczenie wioski. Z 70 rodzin większość wysiedlono na Ukrainę. Ja w raz z innymi mieszkańcami Bieszczadów trafiłem na Pomorze do Mrzeżyna. Tam z kolei mówiło się, że dzwon został uratowany. Nikt nic jednak nie wiedział o jego dalszych losach. Słyszało się za to opowieści, że przyjeżdżali ludzie z Ukrainy aby go odszukać. Na pewno o losie dzwonu wiedziało niewielu. Zaraz obok była przecież niemiecka strażnica i wszystko mogło się wydać – opowiada Seńko.

Mieszkający dzisiaj w Smolniku Stefan Seńko powrócił z przesiedlenia w 1968 roku. – Wcześniej powrót w rodzinne strony był niemożliwy. Starałem się dowiadywać się co się stało z nasza wioską. Wiedziałem, że już nikogo tam nie ma, że zniszczono cerkiew, dzwonnicę i wszystkie domostwa. Chciałem jednak wrócić i mi się udało. Ale już nie do mojej wioski – tam nie było już przecież nikogo. Jeszcze przed dłuższy czas w każdą niedzielę jeździłem tam z żoną. Bardzo żal mi tego miejsca. Tam się przecież wychowałem – opowiada ze smutkiem Seńko. – Nasza grecko-katolicka cerkiew była przepiękna. Prawie tak duża, jak ta w Smolniku, ale drewniana. Mieszkaliśmy na samym końcu wioski, zaraz obok tego kamiennego krzyża na samej górze. Postawili go moi pradziadkowie. Potem dowiedziałem się, że z drewnianych bel cerkwi budowano okoliczne budynki w PGRze. Jeszcze do dzisiaj w Woli Michowej stoi stodoła zbudowana właśnie z tego drzewa. A kamienny gruz z dzwonnicy posłużył do budowy drogi w Osławicy – dodaje ze smutkiem pan Stefan.

W kwietniu 2007 roku minie dokładnie 60 lat od daty wysiedlenia rodziny Seńko. Wraz z nimi, wioskę opuścili Bilowie, Balyczynowie i inni. Na zawsze.

Potem w Bieszczadach zrobiło się pusto. Aż do momentu, gdy nagle pojawili się...
Pionierzy

Na przełomie lat 40-tych i 50-tych władze PRL zadecydowały o ponownym zasiedleniu Bieszczadów. To właśnie nowi, napływowi mieszkańcy najczęściej byli pierwszymi osobami, którym dane było ponownie oglądać to, co pozostało z pięknych, karpackich wiosek zniszczonych podczas akcji „Wisła”.

Kazimierz Fudała był jednym z pierwszych osadników przybyłych do Maniowa. – Przyjechałem w Bieszczady w 1951 roku. Wtedy tam nie było już żadnych budynków. Tylko pola, które użytkowały PGR-y. Pamiętam zajeżdżających czasami dawnych mieszkańców tej wioski. Wszyscy jednak odjeżdżali, a z czasem przyjeżdżało ich coraz mniej. Prawdopodobnie większość już dzisiaj nie żyje. Legendy o dzwonach? Wie pan, czy to we wszystkie bajki trzeba wierzyć? – uśmiecha się p. Kazimierz. – Takich opowieści było mnóstwo. Na początku lat 50-tych krótko mieszkał tu człowiek, który miał na nazwisko Bilo. Opowiadał, że kiedyś tam mieszkał i że jest tam zakopany dzwon. Mało kto mu jednak wierzył. Potem wyjechał do Kanady i tam zmarł. Byłem naprawdę zaskoczony, kiedy to, co opowiadał, teraz okazało się być prawdą. Myślałem, że to znowu jakaś kolejna niestworzona opowieść – dodaje Fudała.
Antoni Pasiniewicz jest niedalekim sąsiadem Fudałów. W Bieszczady pierwszy raz przyjechał w 1963 roku. Stojąca na półce domowej biblioteczki książka „Komu bije dzwon” wydaje się być symboliczna dla chwili, gdy pan Antoni zaczyna opowiadać o dzwonach: – Nigdy ich nie szukałem. Przecież tu są hektary terenów, gdzie rzadko kto zagląda. Ale pamiętam, że w latach 70-tych przyjechał tutaj mieszkaniec Żubraczego i oskarżał mnie, że na pewno skoro jestem leśniczym i znam ten teren, to dzwony wykopałem i ukradłem. A ja nie miałem przecież z tym nic wspólnego – złości się Pasiniewicz.

W poszukiwaniu opowieści o bieszczadzkich dzwonach odwiedzamy panią Katarzynę Kaczmarczyk. Pochodzi spod Brzozowa i była jedyna panią gajowy na tych terenach. Dzisiaj mieszka w łemkowskiej chacie z obórką, w której hoduje krowę. Jej jedynym towarzyszem jest wesoły pies Kuba. W Bieszczady przyjechała w 1953 roku. - Wtedy jeszcze w Maniowie stała cerkiew z pełnym wyposażeniem. Były w niej przepiękne, kryształowe żyrandole – wspomina pani Kaczmarczyk. – Wszystko wyglądało jak nowe. Tylko popa już nie było. Czasami wchodziłam na chór i spoglądałam z góry na wnętrze cerkwi. Pewnego razu znalazłam tam butelkę, w której było zawiniątko. Wyjęłam je i przeczytałam: „kto zniszczy tą cerkiew, tego spotka śmierć”. Włożyłam kartkę z powrotem i butelkę odłożyłam na swoje miejsce. Ale cerkiew rozebrano. Rozpacz człowieka bierze. Że też ręka im nie zadrżała jak to robili! - dodaje pani Katarzyna. - Chciałabym pewnego dnia znów usłyszeć bijące dzwony we wszystkich bieszczadzkich cerkwiach. Chciałabym, aby znów te dzwony górom grały – kończy ze smutkiem mieszkanka Maniowa.

Wandale z wykrywaczami

Już od lat znaleziska w tutejszych lasach potrafią naprawdę wywoływać emocje. W latach 80-tych jeden z młodych mieszkańców Jabłonek przyniósł do domu z wycieczki ludzką czaszkę. – Moja mama dostała wtedy prawie histerii i kazała ją odnieść z powrotem – wspomina. – Koledzy przynieśli z lasu kilkadziesiąt dobrze zachowanych, kompletnych moździerzowych pocisków. Bali się to zanieść do domu i zostawili je na skarpie koło rzeki. Sprawa jednak się wydała, a ich rodzice wezwali saperów. Inni znajdywali bagnety, noże, łuski po nabojach, a nawet niemieckie odznaczenia wojskowe (patrz zdjęcie obok) – dodaje.

Militaria mają swoją wartość. Za unikatową sprzączkę lub odznaczenie z wojennego munduru albo dobrze zachowaną białą broń, kolekcjonerzy są gotowi zapłacić od kilkaset złotych lub więcej. Dla części zbieraczy na szczęście pieniądze to nie wszystko. Osoby przeszukujące bieszczadzkie lasy łączą zarobek z prawdziwa pasją, o której opowiadają niechętnie nie zdradzając miejsc swoich poszukiwań. Cześć z nich prawdziwie interesuje się historią regionu i stara się dowiedzieć o nim jak najwięcej. Z żalem przyznają, że w bieszczadzkich lasach znalezisk jest coraz mniej.

W odróżnieniu od pozytywnie postrzeganych pasjonatów, niestety wśród tej grupy zapaleńców pojawiają się również osoby mające za nic prawo oraz ochronę przyrody i zabytków. Kazimierz Fudała nie ma o nich dobrego zdania: - Niektórzy z poszukiwaczy są strasznie ciekawscy i niegrzeczni. Zdarzało się, ze niszczyli przydrożne figury, a dna kapliczek wielokrotnie rozkopywano. Najgorzej, że większość z nich to zupełni amatorzy, który nie mają szacunku do tego, co znajdą. Profesjonaliści nie niszczą zabytków. Oni je szanują – dodaje.

Nic dziwnego zatem, że podczas wykopywania dzwonu chcąc uniknąć wzbudzania sensacji, pracownicy sanockiego skansenu starali się nie rozgłaszać dokładnego miejsca prowadzenia prac. W nieprzemyślany sposób można ściągnąć w Bieszczady kolejne rzesze poszukiwaczy niszczących przyrodę i zabytki.

- Oczywiście nikt ani nic nie odwiedzie miłośników militariów i innych pamiątek od poszukiwań w bieszczadzkich lasach. Jestem jednak przekonany, że wiele unikalnych eksponatów przez ich niewiedzę trafiło na złom, albo została bezmyślnie sprzedana gdzieś w Polsce – mówi Jerzy Ginalski. – Dlatego też postaramy się wygospodarować pewne fundusze i będziemy zachęcać zbieraczy, aby przynosili swoje znaleziska do skansenu. Co cenniejsze chcielibyśmy odkupywać. Zbieraczom przecież wszystko jedno, kto im zapłaci. Najważniejsze, aby najcenniejsze znaleziska przetrwały i pozostały w Bieszczadach – mówi Ginalski.
Jedna z podkarpackich stacji telewizyjnych podała do wiadomości publicznej szczegółową lokalizację znaleziska oraz informacje o innych, potencjalnych i domniemanych zabytkach znajdujących się jeszcze pod ziemią w tej okolicy. Osobom, które były bezpośrednio zaangażowane w akcję wydobycia i zabezpieczenia dzwonu, bardzo nie podobał się przedmiotowy sposób, w jaki zostali potraktowani przez dziennikarzy. W rezultacie, ekipa telewizyjna chcąca sfilmować znalezisko, nie została wpuszczona na teren skansenu, na którym został zmagazynowany dzwon. W swojej relacji telewizja zarzuciła dyrekcji skansenu brak dbałości o promocję. Zarówno dyrekcja MBL Sanok, jak i mieszkańcy okolicznych miejscowości są zgodni: podawanie informacji w taki sposób może przynieść więcej szkód niż korzyści.

Bardzo trudno jest oceniać odmowę udzielania informacji mediom, które mają prawo i obowiązek informowania opinii publicznej o faktach. Jednak sposób w jaki informacje są przedstawiane przez media nie zawsze idzie w parze z świadomością i odpowiedzialnością za ich podawanie. Dlatego też Jerzy Ginalski jest przekonany, że nieprzemyślane relacjonowanie okoliczności odkrycia dzwonu spowoduje szereg bardzo niekorzystnych następstw. Tego typu informacja podana w okresie poprzedzającym bezpośrednio długi weekend majowy (okres, w którym w Bieszczadach następuje prawdziwy boom turystyczny) zachęci amatorów nielegalnych poszukiwań z wykrywaczami do dewastowania cmentarzy, cerkwisk i innych zabytkowych miejsc dziedzictwa kulturowego.

Dyrekcja MBL w Sanoku zdaje sobie sprawę z drażliwej sytuacji oraz następstw konfliktu z mediami. - Wskazanie przez telewizję szczegółowej lokalizacji znaleziska nazwałbym brakiem odpowiedzialności. To dowód dyletanctwa i braku przygotowania. A przede wszystkim braku wrażliwości i wiedzy na temat, który się relacjonuje. Zarzuca się nam brak dbałości o promocję regionu. To absurd. Nasze muzeum ma za zadanie udostępniać eksponaty i edukować, a nie informować o miejscach prowadzenia wykopalisk – dodaje Ginalski.
Brak jednoznacznych uregulowań prawnych określających przynależność znaleziska prawdopodobnie stanie się źródłem sporu o miejsce, w którym na stałe spocznie zabytkowy dzwon. Na korzyść pozostawienia go w MBL świadczy doświadczenie w konserwacji zabytków, posiadana przez naukowców wiedza na temat znaleziska oraz chęć prezentowania dzwonu w wyjątkowym miejscu. Sanocki skansen jest bowiem muzeum unikatowym na skalę europejską, a możliwość zmagazynowania i udostępniania zwiedzającym nie tylko bieszczadzkich zabytków już niejednokrotnie okazała się jedyną szansą nie tylko na ich przetrwanie, ale i docenienie.

W 1999 roku w Bieszczady przyjechali obywatele Ukrainy ze wskazówkami dotyczącymi lokalizacji dzwonów z nieistniejącej już cerkwi w Lutowiskach. Zaproponowali stronie polskiej wskazanie lokalizacji dzwonów. W zamian za możliwość zabrania ich na Ukrainę, oferowali zwrócenie polskich zabytków odnalezionych po wojnie na terenach ukraińskich. Gdy na cerkwisku we wskazanym miejscu faktycznie odkopano dzwony, sprawa wydawała się być oczywista. Niestety już od samego początku strona polska i ukraińska nie potrafiły uzgodnić formalności dotyczących zwrotu zabytków oraz wydania dzwonów. Brak porozumienia spowodował, że odnalezione dzwony już od 7 lat przechowywane są bez jakiegokolwiek zabezpieczenia w jednym z garaży w Lutowiskach. Perspektywy na rozwiązanie problemu odsuwają się w nieokreślona przyszłość, utrudniając dialog między naszymi krajami.

Pracownicy MBL Sanok uważają, że należałoby rozgraniczać przynależność znaleziska wg kryteriów pierwszeństwa oraz pewnych zasad. – Rozróżniałbym przypadek odnalezienia dzwonów w Lutowiskach i przypadku tego dzwonu – mówi dr Jerzy Czajkowski, etnograf sanockiego skansenu. - W Lutowiskach sytuacja była zrozumiała i klarowna. Ukraińcy, którzy zwrócili się o pomoc w odnalezieniu dzwonów, dokładnie potrafili określić ich liczbę, rodzaj, pochodzenie, oraz dysponowali zapiskami pozwalającymi szczegółowo określić ich lokalizację. Zarówno etycznie jak i formalnie wszystkie przedstawione informacje świadczyły na ich korzyść. Osoby przedstawiające tego typu dowody i dokonujące wykopalisk w jawny, zgodny z przepisami sposób, powinny bezdyskusyjnie stawać się pełnoprawnymi dysponentami odkopanych przedmiotów. Jednak jeśli chodzi o przypadkowe okrycia mające miejsce na terenach RP należących do Skarbu Państwa i niemożności jednoznacznego określenia ich prawa własności, znaleziska powinny pozostawać w rękach państwowych. Moim zdaniem jest to o wiele bardziej zasadne zarówno z etycznego, jak i prawnego punktu widzenia.


Jerzy Ginalski potwierdza, że wszystkie działania przeprowadzone na terenie dawnej wsi przebiegały w porozumieniu z konserwatorem zabytków oraz służbami leśnymi i nie ma podstaw, aby uważać, że wykopalisko zostało przeprowadzone w sposób nielegalny. – Zdaje sobie sprawę, że pojawiły się i na pewno będą pojawiały się głosy krytykujące sanocki skansen za domniemane bezprawne wywiezienie i przywłaszczenie dzwonu – dodaje Ginalski.

Zarówno obecni mieszkańcy Maniowa jak i mieszkający w Bieszczadach jedyny mieszkaniec Balnicy, są zgodni: nie mają nic przeciwko eksponowaniu dzwonu w sanockim muzeum, ale w tej kwestii w pierwszej kolejności należałoby spytać Łemków. Niestety istnieje ryzyko, iż po półwieczu jakie upłynęło od momentu zakopania dzwonu, większość osób mogących udowodnić jakiekolwiek prawa własności już nie żyje.

Jak potoczy się dalsza historia znaleziska, pokaże czas oraz intencje osób zainteresowanych dalszym losem bieszczadzkich skarbów kultury. Na szczęście jedno jest pewne: przepiękny dzwon o niezwykłej historii jest już bezpieczny.

Stanisław Strzyżewski

http://www.bieszczady.pl/_8222_Aby_znow ... ectionNo=7
Pozdro...Cyga... :pl: :salut: :pl:

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 16, 2015, 12:29:58 pm »

i zagadka dla Władka...: kto wie kto i gdzie to jest.... :D

wędrowiec

  • Sierżant
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 290
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 16, 2015, 12:52:40 pm »

kamieniołom na bystrym :dobrze: 10-lat temu super miejscówka.....
Zapisane

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 16, 2015, 01:02:45 pm »

kamieniołom na bystrym :dobrze: 10-lat temu super miejscówka.....
:bravo: :bravo: :bravo: :bravo: A zna ktoś legendę o słynnych kryształach i krasnalach z tego kamieniołomu  ?? ?? ?? ?? jak tak to proszę o przypomnienie wszystkim tej jak bardzo magicznej historii kryształów z kamieniołomu w Bystre.... :ave: :ave: :ave:

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 16, 2015, 06:38:57 pm »

No jak nie róbcie sobie jaj  :O nikt nie słyszał legendy o krasnalach i ich diamentowych łzach z kamieniołomu na Rabe...
A tak to są to kwarce Kwarc – Diament marmaroski, i też nazywany diamentem Rabiańskim, czyli diamentem z Rabe....
Tu jeszcze fota tego kamieniołomu i czekam na kolejną wersję legendy o pijanych  krasnalach z kamieniołomu Rabe... :ave:

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 17, 2015, 01:38:15 pm »

I wersja legendy w inerpretacji naszego kolegi "huk100" :dobrze: :D
A tak na marginesie kolega klamromaniak ma chyba najlepsze , najciekawsze i szokujące foty z Bieszczad...... :O :O :O :dobrze: i mam nadziję że w wojnej chwili pokaże nam wszystkie po kilka sztuk... :ave: :ave: :ave:
A tu jego wersja.... :bravo:
a co do Kamieniołomu to dawno dawno temu grupa zbuntowanych krasnali zaległa tam na noc , mieli ze sobą trochę diamentów i okowity jak już wszystko wypili przyszedł im do głowy pomysł aby diamenty zakopać bo bali się że jak się położą spać to ktoś im je podiwani , rano się budzą a tu trach filmy pourywane ,krasnale wpadli w panikę nikt nie pamiętał gdzie zakopali skarb , mieli ze sobą trochę dynamitu wysadzili w powietrze całą miejscówkę ale mimo to nie odnaleźli skarbu , legenda jeszcze mówi że parę lat po tym zajściu pewien biedny rolnik odpoczywając w lesie obok kamieniołomu leżąc na plecach dostrzegł worek przywiązany wysoko na drzewie do gałęzi , jakie było zdziwienie chłopa po otwarciu worka okazało się że w środku jest pełno podrobionych klamer ze znanego źródła w Lesku klamry sprzedał z zyskiem na alledrogo co pozwoliło mu spłacić długi i wybudować dom i żył długo i szczęśliwie  :):):) a diamenty dalej czekają :):):)


robi15

  • Major
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 826
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 17, 2015, 02:15:46 pm »

HUKU zastrzegł , żeby mu nie pisać na priv.  Trzymam się tego, ale brakuje mi jego wstawek z Biesów.
Zapisane

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #7 dnia: Grudzień 17, 2015, 02:19:13 pm »

No widziałem jego foty na jednym forum.... i szczena opada..a zwłaszcza ten pożar  :O :omg: :(
Mam nadzieję że znajdzie chwilkę i coś zapoda.... :dobrze:
A tu "krasnale łzy,diamenty" przechodząc przez kamieniołom na Rabe dobrze patrzcie pod nogi.... !!
https://www.google.pl/search?q=Diament+marmaroski&espv=2&biw=1366&bih=643&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwjm4L_m_OLJAhXkn3IKHSwYDiIQsAQIIA

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #8 dnia: Grudzień 17, 2015, 03:59:43 pm »

Kolejna chyba bardzo łatwa foto-zagadka,,,,,,,,,, ;)
Kto wiec co to i gdzie to..... ??
Proszę o pełną odpowiedz.... !! :ave:

lunatyk

  • Kapral
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 86
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #9 dnia: Grudzień 17, 2015, 09:36:05 pm »

Jakimś dziwnym trafem tak się składa że znam osobiście autora tekstu o odkopanym dzwonie
i właściciela portalu http://www.bieszczady.pl/ .
Zapisane

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #10 dnia: Grudzień 21, 2015, 11:39:27 am »

I co nikt nie kojarzy ten "dziury" po drodze na Chryszczatą  :O :O :O :O

skoti880

  • Sierżant
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 301
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #11 dnia: Styczeń 18, 2016, 10:46:29 am »

nie mów ze to słynne po upo-wskie pozostałości ?
Zapisane

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #12 dnia: Styczeń 18, 2016, 10:49:23 am »

nie mów ze to słynne po upo-wskie pozostałości ?
Eeeeeeeeeeeeeeeeee tam Skotii nie raz przejeżdzałeś obok tej dziury.... :ass:

Perkun

  • Plutonowy
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 194
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #13 dnia: Styczeń 19, 2016, 08:41:27 pm »

Wy to macie dobrze nawet diamenty macie  :)
Zapisane

CYGAN...

  • Moderator
  • CESARZ
  • *****
  • Offline Offline
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wiadomości: 8843
Odp: NASZE "MAGICZNE" BIESZCZADY... historia,mity,info,linki,foto-relacje itp.....
« Odpowiedź #14 dnia: Styczeń 22, 2016, 05:27:59 pm »

A kojarzy ktoś starą sztolnie na RABE... ??
Strony: [1] 2 3 ... 8   Do góry