Eksploracja Podkarpacie

Wspomnień czar ....... byłem przeżyłem zobaczyłem.....

Offline jacekwoj3

  • Sierżant
    • Wiadomości: 303
Temat poświęcony  moim wypadom na Linie Mołotowa i nie tylko.... Relacje pisane zarówno prze ze mnie jak  i innych uczestników tych wypadów . Na początek relacja z 2011 r . Szczuczyn . P.O. Niedzwiadna ( 66 Osowiecki Rejon Umocniony ) i Nowogród . Autorem jest Chomik Wa -wa  ,  a mi było dane w tym spotkaniu uczestniczyć dzisiaj  pozostały wspomnienia ...  . Tyle poniżej  to co wtedy czuliśmy i przeżyliśmy ... dzisiaj po latach wiem ,że było warto !!

Piwo pite w samotności nie niesie ze sobą takiego smaku jak pite w towarzystwie. Nie ten aromat, nie ten kolor, nie ta atmosfera. Może właśnie dlatego zdecydowaliśmy się z Chomikówką na przyjazd na Podlasie już w czwartek i rozbicie namiotu tuż przy poniemieckim schronie nocną, wietrzną porą. I czekać. Czekać na przybycie Bunkrowców, albowiem właśnie tam wyznaczyliśmy sobie kolejny punkt na nasze już cykliczne spotkanie wrześniowe. Czekała na nas linia radzieckich umocnień, czekały na nas schrony polskie i niemieckie, a przede wszystkim my czekaliśmy, żeby znów rozpalić ognisko i spędzić ze sobą trochę czasu. No i doczekaliśmy się...
Pierwsze światła samochodu skręcającego na polanę należały do bolidu z Torunia i Olsztyna. Oczywiście mieli ?dżipiesa?, oczywiście wiedzieli gdzie to jest, oczywiście zbłądzili? hi hi hi? no cóż, bywa. Ale polanka nie była już tak ponura i ciemna i zaczęła żyć własnym życiem. Po jakimś czasie pojawił się Chorzów, gdzieś tam pokazał nad ranem swą facjatę Szczecin i Gorzów, Poznań, a już około południa Aleksandrów i daleki Przemyśl. Ech ten Przemyśli Jacek   jeden z naszych  organizatorów wypadów na Linię Mołotowa  i inne fortyfikacje .Nieobecni zostali oblani rzewnymi łzami, ale ile może trwać ?żałoba?? Przy pięknej pogodzie, lekkim wiaterku i słoneczku na niebie powędrowaliśmy sobie na zwiedzanie Szczuczyna i jego atrakcji.
Posesja Jerzego a na niej :Oprócz czołgu radośnie szczerzą lufy działka ppanc. i moździerze, słupy graniczne, bunkier obserwacyjny, płyta pancerna a wszystko jest ładnie otoczone drutem kolczastym na zasiekach. Brakuje tylko Maxima na taczance i byłby komplet ;-)
Radziecki T-34-85. Piękny w swej prostocie czołg średni, który do dziś ? niemal 70 lat od wejścia do służby - wciąż znajduje się na wyposażeniu niektórych armii świata, zwłaszcza w Afryce. Ostatnio ten typ czołgu oficjalnie został użyty w boju 1995 roku w Bośni. Tak więc jak widać mimo upływu czasu pojazd wciąż budzi strach w sercach wrogów Socjalistycznej Ojczyzny!!! Ups? to już nie te lata, wybaczcie, przypomniały mi się stare, dobre czasy głębokiego PRL? ech, te wspomnienia? Ale wróćmy do rzeczywistości?

Konkretny egzemplarz wozu bojowego ma swoją dość pogmatwaną historię kontaktów ze złomiarzami, którym udało się go niemal unicestwić, ale dzięki szybkiej  reakcji Policji (tja, żeby nie media to gówno by było a nie czołg) pojazd wrócił na swoje miejsce. O złomiarzach będzie jeszcze później?
Z naszym gospodarzem, Jurkiem, spotkaliśmy się na rynku, tuż obok posterunku Policji i zaraz obok gimnazjum. Swoją drogą ciekawe miejsce na posterunek ? tuż obok szkoły? jak rozumiem miejscowi gimnazjaliści nie należą do najgrzeczniejszych?? Mieszkaniec Szczuczyna, od dawna związany z tą ziemią opowiedział nam o historii miasta, które - choć niewielkie - miało swoje wielkie chwile. Najcenniejszym zabytkiem miasta jest kościół ufundowany przez Jana III Sobieskiego niedługo po Wiktorii Wiedeńskiej dla uczczenia zwycięstwa na Turkami. Tam też skierowaliśmy na początek swoje kroki.

Kościół okazał się zamknięty. Przypadkiem i wypadkiem napatoczył się proboszcz, który ulegając namowom Jerzego i naszym otworzył nam podwoje świątyni. A jest tam co oglądać. Kościół, pomimo odmiennych kolei wojen i okupacji przez ponad 300 lat ulegał niewielkim zmianom. Zachował się oryginalny wystrój wnętrza a także niewielkie katakumby grobowe, do których dzięki uprzejmości kapłana mogliśmy wejść i zobaczyć między innymi trumnę z ciałem założyciela miasta Stanisława Antoniego Szczuki herbu Grabie. Sama świątynia także zasługuje na uwagę. Potężny ołtarz główny z herbami rodów Sobieskich i Szczuków, relikwie świętych i złocenia są naprawdę imponujące.


Sobota.

Wstałem. Zaliczyłem szczątkową higienę osobistą. Zjadłem. Posprzątałem. Wsiadłem. Pojechałem. Spotkałem. Na placu Tysiąclecia w Szczuczynie czekał na nas ze swą opowieścią dr Tomasz Wesołowski. Zaczęliśmy od radzieckiej tzw. Linii Mołotowa i jej Punktu Oporu ?Niedźwiadna?.

Wykład na stropie. Bo tego inaczej się nie da nazwać, choć jak pamiętam z uniwerku są Wykłady i ?wykłady?, są Wykładowcy i ?wykładowcy?. Tutaj mieliśmy do czynienia z Wykładowcą i Wykładem, choć opowieść o historii, którą snuł nam Tomek trudno nazwać wykładem. To była Historia w czystym wydaniu. My nie słuchaliśmy, my spijaliśmy słowa z jego ust. My się upajaliśmy tym, co mówił. Niemal dało się zobaczyć te zaprzeszłe wydarzenia i ludzi, które już minęły.
Planowanie, wymierzanie, maskowanie, budowa, konstrukcja, założenia techniczne, założenia taktyczne i strategiczne, wyposażenie, uzbrojenie, szkolenie, służba, walka? Wszystko to nagle w jego ustach staje się proste i przejrzyste, każdy aspekt jest jasny, żadne pytanie nie jest zbyt głupie lub zbyt wydumane. Wszystkie jego miesiące i lata spędzone w zakamarkach bibliotek, ślęczenie nad dokumentami, nad mapami, nad zapiskami i raportami kumuluje się tu, na stropie jakiegoś porzuconego w polu schronu bojowego Punktu Oporu ?Niedźwiadna?.

Przechodzimy do następnego schronu.
 tu nietypowa rzecz ? poterna, a właściwie poterenka łącząca oba schrony, a przecież w przypadku poradzieckich fortyfikacji to rzecz raczej niespotykana. No, ale czas mija szybko i żołądek domaga się swoich praw. Na obiad pojechaliśmy do Kolna.

Zdaje się, że takiej ekipy pani w restauracji na rynku w Kolnie to dawno nie gościła i na długo nas zapamięta. Stali bywalcy sali restauracyjnej wpatrywali się w nas cokolwiek niepewnie i chyba tylko obecność w naszym gronie pań mogła świadczyć, że nie przyjechaliśmy spacyfikować tej biednej mieściny. Kelnerka zaplątała się w swój fartuszek, myliła zamówienia i zestawy, ale muszę przyznać, że walczyła dzielnie i w efekcie mimo błędów i wypaczeń udało jej się nakarmić całą grupę. Wybór potraw był muszę przyznać dość dobry, że składniki świeże (bynajmniej nie dotarły do mnie żadne informacje o długich ?rozmowach? z klozetem bądź innych cudownych objawach) a i smak niezły. Ja szczególnie polecam kotlet de volaille.

I w samochód. I w drogę. Ale niedaleko. Do Nowogrodu. Tuż obok mostu na Narwi. Z parkingu ścieżką w dół nad brzeg rzeki. Stoi. Milczy. Pancerna kopuła pustymi oczodołami strzelnic spogląda w ciszy na lustro wody, na most i na drugi brzeg rzeki, gdzie w 1939 niemieckie wojska próbowały sforsować Narew. Czeka. Tylko na co? Na kogo? Obrońcy odeszli już dawno. Ci, którzy zaczęli tamtą wojnę też już odeszli. Na kogo czeka? Tego dnia czekał na nas. Wdrapaliśmy mu się na strop, rozsiedliśmy w na kopule, rozłożyliśmy na trawie i znów wsłuchaliśmy w opowieść o tym, co już było i miejmy nadzieję już nigdy nie wróci. Opowieść o wojnie.

Duża cześć z nas zna polskie schrony przedmościa Nowogród. Wie, gdzie są, w jakim są stanie. Kilku z nas spędziło niejeden dzień czy też noc w gościnnych murach zagubionych pośród lasów i łąk schronów. Zna ich historię, ich ?pochodzenie?, ich genezę, przebieg walk. Ale inaczej jest, kiedy się wie, a inaczej jest, kiedy się słucha. A Tomek miał wiele do przekazania. Pamiętamy o takich miejscach jak Westerplatte, Mława, Wizna, Bzura czy Hel. Wiemy o takich miejscach jak Nowogród, ale podręcznik czy książka przemawia do pamięci, lecz nie jest w stanie przemówić do uczuć. Suche fakty podane na tacy brzmią inaczej, niż wyobraźnia, która gra jak orkiestra symfoniczna, kiedy stoisz na stropie polskiego schronu nad Narwią i słuchasz o poświęceniu i walce, o bohaterstwie, tchórzostwie i śmierci tych, którzy polegli tu, w tym miejscu w obronie Ojczyzny. Gdy patrzysz na rzekę, która stała się okopem, siedzisz później na kopule, która stała się grobem. Ja patrząc na tą rzekę i na te schrony wciąż zadawałem sobie pytanie ? czy ja będąc na ich miejscu dokonałbym tego samego? Czy może rzuciłbym karabin i z krzykiem uciekł do domu? A może trwał na swojej pozycji do końca? Tylko jaki byłby ten koniec? To, że mogliśmy stać na tych schronach, to, że Tomek mógł nam opowiedzieć o tym, co się działo w tym miejscu i to, że mógł zrobić to oficjalnie i po polsku, a nie po niemiecku lub rosyjsku zawdzięczamy wielu zakrętom historii. I tym ludziom, którzy w tamtym miejscy walczyli i ginęli. Tego dnia, gdzieś tam na tamtych schronach przyszła do nas Historia, stanęła sobie z boku i powiedziała ?Taka byłam??
Najpierw był schron tuż przy moście. Świetnie zachowany, oczyszczony i? zamknięty. Choć w sumie biorąc pod uwagę stan techniczny i dewastację innych obiektów a także to, w jaki sposób nasi rodacy (?) traktują swoje dziedzictwo to się wcale nie dziwię, że schron został odizolowany od ?społeczeństwa?. Normalny człowiek przyjdzie, obejrzy, pokiwa głową, może później sięgnie po książkę czy Internet, żeby dowiedzieć się skąd się wziął taki kawał betonu nad rzeką, a bydlę wpadnie, rzygnie, beknie, nasra, zostawi kilka butelek i pójdzie dalej zostawiać swój ?ślad? na świecie. Wszyscy wiemy, czym się kończą wizyty bydła na obiektach i jak są traktowane niektóre schrony. Ten był bezpieczny? ;-)

Kolejny schron gdzieś w polu na obrzeżach miasta nosił na sobie ślady ostrzału i napraw wykonanych już po przejęciu obiektu przez wojska radzieckie. Trzeba przyznać projektantom, że lokalizacja była niemal idealna ? pole ostrzału było naprawdę imponujące.
I kolejny obiekt, tym razem całkowicie zniszczony, bez kopuły. Oryginalnie obiekt stanowił ? i wciąż właściwie stanowi ? fragment grobli prowadzącej kiedyś do przyczółka mostowego. Pozostały jedynie zewnętrzne ściany i odrobina gruzu. No i oczywiście nieodłączny element ? plastikowe butelki. Jakim trzeba być zwierzęciem, żeby tak traktować własną przeszłość? Ech? no cóż? Obok schronu podczas przygotowań do rekonstrukcji kilka lat temu wykopano króciutką transzeję dobiegową i to przy jej smętnych resztkach postaliśmy chwilę słuchając historii tegoż obiektu. Dalej w drogę, bo czas nas goni.

Z drogi go nie widać, chyba zresztą jak większości tego typu obiektów. Może właśnie dzięki temu nie jest wymalowany farbą w spreju i śmieci też nie jest za dużo. Jego smętne resztki stoją sobie cichutko w zakolu rzeki. Kiedyś miejsce spotkań zbowidowców i lokalnych notabli w każdą rocznicę wybuchu II WŚ o czym świadczą dwa zardzewiałe maszty na flagi. Wysadzony w drobny mak, zostało tylko ?trochę? betonu i zbrojenia. Ale może właśnie dlatego jest tak piękny? W swój dziwny i przewrotny sposób. Podziwiam grubość muru i spoistość zbrojenia, które mimo oddziaływania materiałów wybuchowych i lat, które minęły od czasu Wojny wciąż jest w świetnym stanie. Wracamy do samochodów.

Dawno nie trenowałem jazdy terenowej, właściwie to nigdy nie miałem takich ambicji a już mój ?bolid? niemieckiej produkcji na pewno nie pretenduje do miana samochodu terenowego. Słaby silnik i przedni napęd, niskie zawieszenie oraz buda kombi stanowczo nie pozwalają mu wejść do grona takich sław jak Jeep, Hummer czy Land Rover ale DAŁEM radę! Po prostu zachwyciłem się sobą i moim blaszanym rumakiem tak, że chyba w przyszłym roku wezmę udział w eliminacjach do Rajdu Dakar albo sam sobie zorganizuję jakieś lokalne Camel Trophy. No, ale dość zachwytów motoryzacyjnych bo to czeka na nas schron z czeską kopułką pancerną.

Kopułką, bo inaczej tego nazwać się nie da. Kopułka zdjęta z czeskich schronów zajętych przez armię polską na Zaolziu w 1938 roku została wmontowana w polski schron w charakterze kopuły obserwacyjnej, bo chyba do niczego innego się nie nadawała. Malutkie to jakieś takie, jak wlazłem do środka to ledwom się mieścił i obrócić się też było ciężko. Kopułka ma za sobą smutny epizod ze złomiarzami w roli głównej. Złomiarze przeprowadzili akcję ?odzyskiwania? złomu ze schronów. Jedną kopułę odcięli i wywieźli na skup, na szczęście rozum prowadzącego skup podpowiedział mu, co należy zrobić i powiadomił policję, która ? o dziwo i chwała Wam za to Panowie Policjanci ? stanęła na wysokości zadania i zgarnęła towarzystwo podczas wycinania czeskiej kopułki. Sąd oczywiście zamiast dołożyć im taką karę, że nie wypłacili by się przez ruski miesiąc pogłaskał ich po głowie i pogroził paluszkiem, ale kopułka ocalała i wysiłkiem lokalnych miłośników znów została przymocowana do podstawy. Nosi teraz na sobie tragiczne blizny pozostałe od palnika. Przetrwała wojnę, okupacje armii niemieckiej i radzieckiej, znów niemieckiej i znów radzieckiej a zniszczyli ją rodacy z myślą o czort wie czym. Bo na pewno z powodu biedy i trudnej sytuacją życiowej? Pięści się zaciskają na samą myśl. Właśnie w ten sposób, przed nie głupotę tylko DEBILIZM giną wartościowe pamiątki naszej przeszłości, z pustym łbem nieskażonym myślą łapie taki debil za palnik i leci w pole bo ?tam panie, tak kole gruszy siakowyś bunkier, panie i tamój panie taka metalowa wanna panie i to ze 200 kilo panie będzie? Panie toć to pół metra kartofli abo i z 10 win w markiecie u Zdziska??

Ech, szkoda slow? Na szczęście tym razem skończyło się szczęśliwie? (ale mi fajna figura retoryczna wyszła)

Jeszcze tylko Grześ sprawdził wytrzymałość naszych organów słuchowych resztkami swej kolekcji pirotechnicznej i można było powędrować dalej. Podejrzewam, że okoliczni mieszkańcy mieli wrażenia powrotu do lat wojennych, bo kanonada był naprawdę imponująca, ale jakoś nikt po polu z kosą osadzoną na sztorc nas nie pogonił, więc albo daleko mieli albo naród dziś taki strachliwy, że pochował się z chałupach, wlazł pod pierzyny i siedział cicho coby Bunkrowców nie drażnić i ?nieszczyńścia? na obejście nie ściągnąć, albo i innego ?złego? nie drażnić. Przecie odczynienie uroków to koszta, kurtka mać, bo szaman za darmo nie przyjedzie?

Daleko nie było, ot taki sobie spacerek po lasku dla rozruszania nóg i płuc. Podziwiając uwijające się mrówki i pszczółki doszliśmy sobie nieśpiesznie do ?last but not least? obiektu z dwiema kopułami.

Kawał żelbetu, zwłaszcza jak na polskie konstrukcje, które z założenia były lekkimi pozycjami polowymi. Dwie kopuły uzbrojone w ckm bardzo zbliżają wygląd obiektu do podobnych, budowanych w tym samym mniej więcej czasie obiektów niemieckich. Ale oznaczenia kopuł nie pozostawiają żadnych wątpliwości po czyjej stronie leży ?odpowiedzialność? za ?popełnienie? tego kawału żelbetu samotnie stojącego w środku lasu. Znów włazimy na strop i spokojnie słuchamy opowieści Tomka. Nagle gdzieś zza krzaków wychla się pomarszczona twarz starszego pana, który jak się dowiedział, kim jesteśmy i co też my tam porabiamy zafundował nam skróconą wersję swych wspomnień z okresu Września, jak to jedzenie żołnierzom nosił i razem ze swoim tatą im pomagał. Chwała mu za to.

Słuchamy Tomka. O tym jak tu, w tym miejscu w dniach 8 do 10 września 1939 walczyli i umierali za naszą Ojczyznę żołnierze 33 pułku piechoty pod dowództwem podpułkownika Lucjana Stanka. Przestrzelona kopuła, ślady postrzałów na żelbecie schronu, słowa opowieści płynące w przestrzeń odrobinę przybliżają nam te dni i pozwalają nawet przez tą przestrzeń lat dostrzec jak ciężkie i jak krwawe walki były tu prowadzone. Gloria victis? Vae victis?

Dziękujemy wam, ?sojusznicy? zza oceanu za ?pomoc? w 1939, dziękujemy Wam za 45 lat ?przyjaźni? radzieckiej. Za poległych żołnierzy na Westerplatte, pod Wizną i pod Nowogrodem. Za zniszczoną Warszawę i pomordowanych polskich obywateli. Dziękujemy Wam, ?sojusznicy??

Powoli wracamy do samochodów. Znów lekka wprawka do przyszłego Rajdu Dakar i dalej już asfaltową, typową polską drogą (znaczy się dziury jak jasna?) wracamy sobie nieśpiesznie (bo drogówka poluje) na biwak?

Tam znów ognisko po chwili powitało nas swym blaskiem, tam jeszcze długo w nocy można było usłyszeć nasze głosy, jeszcze dużo pytań było do Tomka. Swoją drogą facet jest niestrudzony. Cholera, dlaczego ja nie trafiłem na takich wykładowców na swoich studiach? Dziś byłbym najlepszym specjalistą w swoje dziedzinie w kraju ;-). Mam tylko nadzieję, Tomek, że żona Cię z domu nie wygoniła a nasz drobny upominek dziękczynny smakował (?)
Rześki poranek powitał nas słońcem i wiatrem. Szybka wizyta z kukurydzianych ostępach pozwoliła hydraulice znów funkcjonować bez problemów. Ale już cywilizacja się o nas upomina. Już zegarek na ręku staje się nie przykrym dodatkiem, ale dyktatorem i zaczyna przypominać ? do domu, do domu, do domu? Tam dzieci, obowiązki, biurko i komputer, tam garnitur i odpowiedzialność. Tu jeszcze przez chwilę glany i bojówki, tu jeszcze żelbet i Bunkrowcy. Tu jeszcze przyjaciele? Tam biurowiec i klimatyzowane biuro? Ech?
Jeszcze tylko na chwilę do Pisza, jeszcze tylko na chwilę do Modlina? Oby jak najdłużej odciągnąć ten moment powrotu. Ale czas jest nieubłagany?

Wróciłem do domu. Rozpakowałem powoli plecak, jeszcze przed włożeniem do schowka przez chwilę upajałem się zapachem dymu z ogniska i mokrej trawy. Jeszcze przez kilka sekund? Ale cywilizacja nie znosi konkurencji. Ona nas wciąga i chyba powoli zabija?

Jurek, Tomek pozwólcie, że jeszcze raz podziękuję Wam w swoim imieniu. Wasza chęć pomocy nam były budujące. Dzięki takim ludziom jak Wy ponownie zaczynam wierzyć w takie ideały jak bezinteresowność. Dziękuję Wam za uśmiech i czas nam poświęcony. Za wiedzę i pasję. Za to, że Wam się chce? Dzięki takim ludziom jak Wy chce mi się założyć znów ten plecak i znów gdzieś pojechać obejrzeć kolejny ?kawałek? żelbetu albo cegły. Chylę czoło przed Wami.

A my? A my wróciliśmy do domów i? zaczęliśmy planować kolejną wyprawę? :D

Bukrowcy!!! Za Mrok i Ciszę!!!

 

Chomik, Warszawa 2011

P.S. Wspomnień ciąg dalszy wkrótce .......  :beer:
« Ostatnia zmiana: Nie, 20 Paź 2019, 18:52:36 wysłana przez jacekwoj3 »




Offline jacekwoj3

  • Sierżant
    • Wiadomości: 303
 :auto: :beer: :gitara:
« Ostatnia zmiana: Nie, 20 Paź 2019, 19:08:56 wysłana przez jacekwoj3 »


Online Cyga...

  • Moderator
  • IMPERATOR
  • *****
    • Wiadomości: 12071
Extra ciekawie opisane  :D :bravo: ,tylko ta ostatnia fota mnie intryguje  :hm:...co to za bunkier..bo nic  o nim nie wyczytałem ...
To chyba nie Mołot....extra zachowany i całkiem inaczej zaprojektowane nisze i gniazda strzelnic...  :OO
Co to jest ???
Cyga...
"Honor,Ojczyzna,Bóg"
https://www.youtube.com/watch?v=jdLPT8mt6VI
https://www.youtube.com/watch?v=7av6mgdeCkY
"Rzym płonie ,Neron na harfie gra"


Offline jacekwoj3

  • Sierżant
    • Wiadomości: 303
Nie to schron polski pozycji Nowogród .Najbardziej znany i najłatwiejszy do odnalezienia  schron przy moście drogowym .

Następne wspomnienie to moja relacja z trzydniowego wypadu na Rawsko Ruski Rejon Umocniony   pt  "Klepnąć jarzmo " rok 2010 .

Takie male demo  ;)
Hm , nie wiem od czego zacząć, więc tak: pomysł na wypad narodził się w październiku 2009r, wstępnie w grę wchodziła wiosna 2010r. Po uzgodnieniach wypadło na 28-30 maja. Plan wypadu był taki aby w ciągu trzech dni zaliczyć kilka Punktów Oporu Rawsko Ruskiego Rejonu Umocnionego (P.O. Brusno Stare , Wielki Dział , Goraje , Dęby i Mosty Małe).Planując nasz wypad głownie skupiliśmy się na przejściu tego odcinka pomijając niektóre obiekty (w trzy dni nie możliwe jest przejście i zaliczenie wszystkich np. schronów )

 Tak też się stało. Jednak mimo planów nie wszystko wyszło do końca tak jak miało być mianowicie nie dostałem w pracy wolnego piątku, a o godz. 16 miałem ważne zebranie co postawiło pod znakiem zapytania mój udział . Jednak mimo wielu przeciwieństw i ja dotarłem w piątek ok. godz 21.30 do dwójki członków naszej wyprawy. Dalej wędrowaliśmy już w trzy osoby. Dobra w kwestii wstępu to tyle teraz czas na relację z wypadu. Będzie tu trochę o miejscach które odwiedziliśmy (przebytych na nogach ok. 38 km), o ludziach których poznaliśmy,

będzie również trochę historii .....

reszta wkrótce ....


Online Cyga...

  • Moderator
  • IMPERATOR
  • *****
    • Wiadomości: 12071
Właśnie właśnie sporo nie pasowało mi tu szczegółów... :OO
Dzieki Woju za info..i czekam na cd.... bo ja już miałem kończyć zabawę z pisaniem tu o Mołotach..  :sciana1:
Jeszcze raz dziękuję...  :beer:  :salut:
Cyga...
"Honor,Ojczyzna,Bóg"
https://www.youtube.com/watch?v=jdLPT8mt6VI
https://www.youtube.com/watch?v=7av6mgdeCkY
"Rzym płonie ,Neron na harfie gra"


Offline jacekwoj3

  • Sierżant
    • Wiadomości: 303
 cdn ....
Hm , nie wiem od czego zacząć, więc tak: pomysł na wypad narodził się w październiku 2009r, wstępnie w grę wchodziła wiosna 2010r. Po uzgodnieniach wypadło na 28-30 maja. Plan wypadu był taki aby w ciągu trzech dni zaliczyć kilka Punktów Oporu Rawsko Ruskiego Rejonu Umocnionego (P.O. Brusno Stare , Wielki Dział , Goraje , Dęby i Mosty Małe).Planując nasz wypad głownie skupiliśmy się na przejściu tego odcinka pomijając niektóre obiekty (w trzy dni nie możliwe jest przejście i zaliczenie wszystkich np. schronów )
Dzień pierwszy piątek. Ekipa dwu osobowa w składzie Piotr i Krzysiek wyjeżdża z Przemyśla o godz. 8.30 by po przejechaniu ok..100 km zostawić samochód w Bruśnie Nowym na prywatnej posesji jednego z mieszkańców (właściciela sklepu) i wyruszyć w nieznane. Około godz.11 wyruszają w kierunku na kamieniołom (P.O. Brusno Stare ). W okolicy kamieniołomu znajduje się kilka schronów Linii Mołotowa . Po wyczerpującej wędrówce rowem przeciw czołgowym i obejrzeniu kilku obiektów Piotr z Krzyśkiem kierują się w kierunku kamieniołomu. Po zwiedzeniu kamieniołomu wyruszają w kierunku starego młyna. Jednak dotarcie na miejsce opóźnia napotkana po drodze wieża przeciwpożarowa na którą się wspinają (ekstremalne doświadczenie, wieża przy podmuchach wiatru chwieje się na boki, a jej konstrukcja nie budzi zaufania naszych. wędrowców,(szkoda , że mnie tam nie było podkręcałbym śrubki ale by była jazda)). Lecimy dalej po zejściu z wieży kierują się do stadniny koni. Właściciel widząc zbliżających się dziwnie odzianych ludzi z plecakami zaciera ręce myśląc, że zarobi oferując im nocleg koszt 40 zeta od osoby podreperuje sobie budżet . Wędrowcy jednak tylko się uśmiechnęli na taka propozycję i poszli dalej (noc w ciepłym pokoju z pościelą , powaliło chłopa). Przychodzi kolej na pozostałości po młynie w Bruśnie Starym , krótki odpoczynek jedzenie i mały wypadek&..Mianowicie Krzysiek traci na chwile swój plecak który ląduje w nurtach Bruśnienki. Po wyłowieniu stwierdza, że zawartość padła ofiarą powodzi. Po krótkiej przerwie, kąpieli i suszeniu nasi wędrowcy kierują się w okolice Wielkiego Działu, na który nie bez komplikacji docierają ok. godz. 20. Miejsce noclegu to doskonale znany ekipie redakcyjnej schron z zachowanym reliktem działka. Niestety po dotarciu do schronu, który jeszcze we wrześniu był wewnątrz suchy okazuje się ,że zima i opady deszczu zrobiły swoje . Schron nie nadaje się na sypialnię. Krótka narada (dodam, że na wyposażeniu brak namiotu) zapada decyzja palimy ognich o i śpimy w śpiworze pod chmurką, tylko żeby nie padało. Tak też się dzieje tylko, że ognisko za bardzo nie chce się palić(mokro) a wszędobylskie komary dają się we znaki. Dobrze to w wielkim skrócie tyle z pierwszego dnia, napisałem to co usłyszałem z opowiadań kolegów bo niestety nie dane mi było spędzić z nimi tych uroczych chwil. Teraz kilka słów o mnie i moim dotarciu do celu. Godzina 17.30 jestem w domu, kilkakrotne próby nawiązania połączenia z Piotrkiem kończą się fiaskiem (brak zasięgu). Około godz. 19 Piotr oddzwania i informuje mnie o miejscu rozbicia bazy krótka decyzja jadę. Na miejsce docieramy około godz. 21.30. Oczywiście nie obeszło się bez problemów na leśnej drodze skręcam nie w tą drogę co trzeba i o mało się nie zakopuję. Jednak z pomocą przychodzi Straż Leśna (dzięki panowie) i podążając za ich autem docieram na miejsce. Na miejsce przywozi mnie żona z kolegą (wariat ze mnie puszczać ją z powrotem z kolegą do Przemyśla). Zostawiają mnie i wracają, ja dołączam do dwóch osobników grzejących się przy ognisku. Wieczorek integracyjny ,drzemka w śpiworku i pora na dzień drugi Teraz trochę historii: Brusno Stare : to nie istniejąca już wieś . Wieś słynęła z ręcznie rzeźbionych nagrobków na który materiał pobierano z pobliskiego kamieniołomu. W okolicach kamieniołomu i pobliskim wzniesieniu Rosjanie wybudowali w latach 1940-1941 Punkt Oporu Linni Mołotowa, w którego skład wchodziły Żelbetonowe Schrony Bojowe, umocnienia ziemne, a przed atakiem czołgów zabezpieczał rów przeciw czołgowy. Po wiosce której ludność wysiedlono zachował się przepiękny cmentarz z krzyżami Bruśnieńskimi i pozostałości młyna wodnego. Obecnie nieopodal znajduje się stadnina koni w której mieszka 15 rumaków. Ciekawostką jest to ze na wzgórzu Hrebcianka znajduje się schron z którego wojsko w latach 90 wymontowało armatę niszcząc przy tym obiekt (pisał o tym Chomik w relacji z naszego spotkania w 2009r ). Dzień drugi sobota. Wstaje jako pierwszy około 7 , i uświadamiam sobie, że cały mój zapas jedzenia to dwa pasztety 130g jeden browar i gulasz angielski, napój pojechał z powrotem, a wody na trzech mammy ok. 3 litrów szok. Najbliższy sklep znajduje się ok. 3km stąd więc tam i powrotem to 6km ,więc odpada.(trudno może jakoś przetrwam ). Piękny poranek chociaż komary znowu dają się we znaki... Budzi się Piotrek gotujemy na ognisku wodę i jemy śniadanie .Krzysiek śpi ,ale on ma spanie. Około godz. 9 i on wstaje .Kończymy posiłek pakujemy się , robimy zbiorowe zdajecie przy schronie i w drogę. Nie opuszczamy Wielkiego Działu mamy tu jeszcze zobaczyć schron z nie zabetonowaną kopułą. Po sfoceniu obiektu ruszamy na Goraje (Długi i Krągły Goraj). Po drodze Krzysiek jako punkt honoru stawia sobie znalezienie miejsca po drewniano ziemnym bunkrze ?Stiacha? (bunkier ten stał się miejscem śmierci tego dowódcy UPA). Udaje nam się namierzyć to miejsce. Obecnie stoi przy nim nielegalnie postawiony pomnik. Ktoś jednak zniszczył tablicę informacyjna i za pomocą przecinaka zniszczył znak Tryzuba. Po samym schronie pozostał jedynie dół w ziemi ( bunkier kryjówka była budowlą drewniano-ziemną). Strzelamy fotkę i zastanawiamy się co dalej. Zapasy wody na wyczerpaniu sklep daleko trzeba nadłożyć km. Wprawdzie na naszej trasie jest wioska ale ponoć bez sklepu. Dzwonię do Pawła z Biłgoraja ( jeden z naszych przewodników z września ubiegłego roku) . Niestety potwierdza informacje o braku sklepu (zła wiadomość) ,ale jednocześnie informuje mnie ,iż na Krągłym Goraju jest Jacek z ekipą (drugi nasz przewodnik z wrześniowego spotkania).Dzwonie potwierdza jest schodzi z Monastyru (ruiny klasztoru) i kieruje się na Goraje . Obiecuje poczekać na nas przy jednym ze schronów . Umawiamy się za godzinę , choć Krzysiek uświadamia mi ,ze to raczej nie możliwe dojście zajmie nam więcej czasu. No cóż może Jacek poczeka. Ruszamy jako, że nie idziemy szlakiem pozostaje nam marsz na orientacje ,krzaki młodnik, rów przeciwpancerny mija godzina a my jesteśmy w czarnej dupie. W końcu wychodzimy na szlak mijamy znany nam z wcześniejszych wypadów schron bez kopuły jedynie z szybem pod jej montaż. Kilka fotek i dalej w drogę. Dochodzimy do skrzyżowania dróg i chwila konsternacji w która stronę iść. Dzwoni telefon Jacek pyta się gdzie jesteśmy bo chyba nas słyszy (a my przecież wcale nie krzyczymy). Tłumaczy nam gdzie jest i po pięciu minutach docieramy do nich. Spotkanie jakiego nie mogłem sobie wymarzyć , spotkanie na szlaku?. Po powitaniu siadamy przy ognisku. Jacek częstuje mnie kiełbasą, robi wspaniałą kawę i na dodatek zostawia nam wodę. Są ludzie tacy jak Jacek , na których zawsze można liczyć podzielą się ostatnią kroplą wody , ostatnią kromką chleba- serdeczne dzięki. Po zaspokojeniu pragnienia i głodu krótka rozmowa i nadchodzi czas pożegnania. Jacek kieruje się na Mrzygłody , a my na Dęby. Ekipa Biłgorajska odchodzi ,my zostajemy. Idzie burza ,postanawiamy schronić się w schronie by po 15 minutach iść dalej, po przejściu jakiś 4km wychodzimy z lasu. Okazuje się że poszliśmy za daleko nie skręcając w jedna z leśnych drużek . Wracać? Nie, bez sensu idziemy na strzałę i znowu busola mapa i niezawodny nos Krzyśka. Wąwozy ,jary krzaki i jest szlak. Tylko czy to faktycznie szlak? Oznaczeń brak po przejściu 500m jest oznaczenie hura , idziemy dobrze. Opuszczamy las i wychodzimy na otwarte pole . To już P.O . Dęby . Przed nami orne pole rzepak trawa po pas i chyba z 8 km na otwartej przestrzeni w słońcu. Idziemy , słońce praży jest duszno po burzy. Wody brak . Po przejściu otwartej przestrzeni wchodzimy na teren byłego PGR ?Dęby?. Są i pierwsze zabudowania i pierwsi ludzie. Nas nadal dręczy pytanie czy jest tu sklep , bo coraz bardziej doskwiera pragnienie . Rozmawiamy o tym chyba dość głośno przez co zwracamy uwagę pań siekających grządki. Panie pytają się czy chce nam się pić , i zapraszają na podwórko sw ojego domostwa. Już widzę studnię i wodę ale?? Tu następuje szok jedna z gospodyń przynosi nam 8 tymbarków , 1,5litra wody nie gazowanej, 1l soku pomarańczowego. Za chwile pojawia się druga młodsza i nie uwierzycie cały talerz kanapek i po talerzyku sałatki na głowę. Na tym nie koniec wychodzi gospodarz i dostajemy po jednym zimnym piwku (nie reklamuje browaru więc bez nazwy ).. Siadamy jemy rozpoczyna się ciekawa rozmowa z gospodarzem o tym co jeszcze 5lat temu można było znaleźć w schronach, o tym jak sąsiad spychaczem zasypywał okopy ,i o niewypałach których jest tu pełno , o ludzkich szkieletach znajdowanych do niedawna w schronach i o miejscowym który chodzi z wykrywaczem i ponoć znalazł w jednym z wysadzonych obiektów cały uniform motocyklisty.. Gospodarz opowiada historię o chłopaku który przyniósł pocisk do szkoły. Pocisk eksplodował zabijając dziecko a drugie raniąc. Dyrektor przez rok nie kazał remontować ściany przy której nastąpiła eksplozja, żeby była przestrogą dla innych. Fajnie się siedzi pije piwo, ale na nas czas . Po uzupełnieniu zapasów ruszamy dalej choć plan na dzień dzisiejszy zakładał nocleg w Dębach. Idziemy do Teniatysk ok. 6km.. Gospodarze wytłumaczyli nam jak dojść na skróty. Wiec idziemy. Pole kawałek lasu i śmietnisko ale zapach i widok., fu. Dochodzimy do głównej drogi wiodącej do przejścia granicznego w Hrebennym . Po przejściu jednego km asfaltem budząc zainteresowanie kierowców (o dziwo ,że nie doszło do wypadku) skręcamy w piaszczysta leśną drogę,. jeszcze trzy km i szukamy noclegu. Zbliżamy się do miejsca postoju. Po drodze jednak postanawiamy zobaczyć cmentarz i ruiny drewnianej cerkwi. Znowu w las. Znajdujemy krzyż z data 18.. uznajemy że krzyż postawiono na dawnym cerkwisku. Wracamy do głównej drogi przekraczamy rzeczkę Sołokiję , dochodzimy do Teniatysk . Szukamy noclegu , pierwsze podejścia u miejscowych kończą się niepowodzeniem tłumaczą się : że w stodole nie mam siana. Postanawiamy spróbować jeszcze u sołtysa (jeżeli on nam nie pomoże to spać będziemy na przystanku P.K.S. ) Sołtysem jest kobieta. Bez chwili zastanowienie pokazuje nam wiejską świetlice daje klucze .Nocleg mamy załatwiony i to jaki ,jest prąd, stół do pinponga ,radio i wersalka a za budynkiem drzewo na ognisko. Jemy kolacje , pijemy piwo jest super. Kładę się spać ok. 23, Krzysiek z Piotrem siedzą przed świetlicą i delektują się nocną ciszą i rozmawiają z naszą gospodynią. W wielkim skrócie to tyle z drugiego dnia ,teraz część historyczna: Wielki Dział to jedno z większych wzniesień na Roztoczu.W latach 1940-1941 Rosjanie wybudowali tu Punkt Oporu Lini Mołotowa , który mógł walczyć w pełnym okrążeniu. Podczas operacji "Barbbarosa" część schronów walczyła zadając Niemcom straty . W latach 1944-47 w jednym z ocalałych schronów mieściła się szwalnia U.P.A oddziału "Żeleżnika". U podnóża wzniesienia znajdowała się wioska Skaby dziś wymarła . Po wiosce zachował się cmentarz w lesie z krzyżami Bruśnieńskimi ,stare zdziczałe sady i pozostałości po zagrodach. Bunkier Stiacha - może zacznę od tego kto to był Stiach -Jarosław Staruch, - ur 17 listopada 1910r W Bereznicy Wyżnej zmarły 17 września 1947 roku . Działacz nacjonalistyczny .W roku 1934 aresztowany i skazany na więzienie. Po wyjściu z więzienia kontynuował działalność jako zastępca krajowego prowidnyka OUN. W roku 1939 ponownie skazany na 13 lat więzienia, kary nie odbył ze względu na wybuch II Wojny Światowej. Po ogłoszeniu proklamacji niepodległości Ukrainy 30 czerwca 1941, odpowiedzialny za resort propagandy w rządzie Jarosława Stećki Podczas II wojny światowej członek Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej i Głównego Sztabu Wojskowego UPA. Po wojnie był prowydnykiem (naczelnikiem) Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w tzw. Zakierzońskim Kraju Okrążony przez żołnierzy KBW po kilkugodzinnej walce popełnił samobójstwo w schronie w Lasach Monasterskich (na Roztoczu). Schron w którym zginał był budowlą drewniano ziemną . Posiadał dwie kondygnacje, zapatrzony był w bieżąca wodę ,którą podprowadzono z pobliskiego strumienia. Wewnątrz schronu mogło znajdować się 10 osób. Goraje - najwyższe wzgórza po polskiej stronie Roztocza.(Długi Goraj 392m n.p.m ) W latach 1940 - 1941 wybudowano Tu punkt Oporu Linii Mołotowa. Na pobliskim Monastyrze zachowały się ruiny klasztoru z niewielkimi podziemiami oraz dwa cmentarze jeden I wojenny, drugi z roku1947 Dęby-mała wioska na Roztoczu w pobliżu której powstał P.O. Dęby wchodzący w skład RRRU. W pozostałościach po folwarku mieści się obecnie gospodarstwo rolne. Uwagę zwraca współczesne budownictwo, wszystkie domy są prawie takie same. Teniatyska- wieś położona w woj. Lubelskim przed II wojną zamieszkiwało ja ponad 900 osób w większości narodowości Ukraińskiej.. W lesie obok wioski ruiny zawalonej cerkwi i przy cerkiewny cmentarz z datą ostatniego pochowku w roku 1979. Na polach obok wioski schrony Linii Mołotowa. Dzień trzeci niedziela, ostatni: Pierwszy wstaje Piotrek od czwartej rano walczy ze śpiworem , ja wstaje ok. 7 później okrzykiem pobudka budzimy Krzyśka.. Jemy śniadanie i przygotowujemy się do wymarszu "klepnąć jarzmo" Tak klepnąć jarzmo, a raczej dwa . Ostatnie dwa jarzma dla ckm zachowane w Polsce na Linii Mołotowa. Przy śniadaniu dowiaduje się o naszej wczorajszej pomyłce . Gdy spałem pani sołtys powiedziała ,ze krzyż który znaleźliśmy w lesie to wcale nie stare cerkwisko. Cmentarz i ruiny drewnianej cerkwi znajdują się 500m dalej. Wiec musimy tam wrócić jeszcze raz i tak się staje .Teraz bez problemu trafiamy w to piękne miejsce,. Cmentarz nawet zadbany , ale cerkiew ruina w dosłownym tego słowa znaczeniu (osobiście lubię taki klimat ,podejrzewam ,ze za 3-4 lata zniknie ona całkiem. Udajemy się dalej do schronu klepnąć jarzmo (na M.R.U. idzie się klepnąć ściankę a na Młotku jarzmo) Tam i z powrotem to około 6km ok. godz. 11 jesteśmy z powrotem. Teraz trzeba dostać się do Brusn a po auto. Tu z pomocą przychodzi nam koleżanka Piotra ,Aldona z chłopakiem Mieszkają na Roztoczu ,ale żeby nas dowieść muszą zatoczyć koło i przejechać ok. 120km. Wracamy do Brusna. Po drodze zahaczamy jeszcze korzystając z uprzejmości właścicieli środka transportu o piękną odrestaurowaną cerkiew w Gorajcu. Cerkiew udaje nam się zwiedzić również wewnątrz ,dzięki szczęściu(otóż na miejscu był jeden z opiekunów ). Po około dwóch godzinach jesteśmy w Bruśnie . Szybkim krokiem udajemy się do sklepu . Pijemy pod sklepem piwo super uczucie. Do tego super ,że ja wypijam trzy. Żegnamy się z Aldoną i jej chłopakiem Krzyśkiem i ruszamy w powrotna drogę . Po drodze zwiedzamy jeszcze I wojenny cmentarz Niemiecko-Rosyjski w Brusnie Nowym na grobach widać też polskie nazwiska. Wsiadamy do samochodu i ruszamy do Przemyśla . Gra muzyka ,a my zaczynamy wspominać. Tak zaszyliśmy się w wspomnieniach ,że nagle droga się kończy szlaban i znak Granica Państwa ,ale jazda.. Sesja fotograficzna przy szlabanie nawrotka i do Przemyśla. Jeszcze tylko jedna miejscowość Wielkie Oczy gdzie w odległości 50m od siebie stoi opuszczona cerkiew i synagoga .Po tym aspekcie około godz. 17 jesteśmy w domu. Na koniec chciałbym podziękować ludziom którzy nam pomogli : Jackowi z Biłgoraja za kiełbachę , kawę, wodę i wspaniałe choć krótkie chwile przy ognisku , rodzinie państwa Witów z Dębów za gościnne przyjęcie, posiłek i piękne opowieści (pozwolili mi odzyskać wiarę w ludzi, pani sołtys z Teniatysk za udostępnienie nam świetlicy (nocleg ), Aldonie i Krzysztofowi z Rudy Różanieckiej za transport ,panu z Gorajca za otwarcie Cerkwi i opowiedzenie jej historii, oraz właścicielowi sklepu w Bruśnie Nowym za możliwość pozostawienia auta na prywatnej posesji auta .Jeszcze raz serdeczne dzięki jesteście wspaniali. Przemyśl O7.06. 2010  autor jacekwoj3

Jak znajdę fotki to podkleję :D


Online Cyga...

  • Moderator
  • IMPERATOR
  • *****
    • Wiadomości: 12071
Extra się czytało i ciut oczami wyobraźni widziałem Was .. :dobrze:
Bardzo zazdroszczę wyprawy ...i nie samych schronów  !! ,a wędrówki ,napotkanych ludzi ,stare sady ,cmentarze ,samotne krzyże...
To niesamowity klimat i region to nasze Roztocze ....
Mam nadzieję że i ja nie będę ciągle sam się wlóczył ,że ktoś czasem pomoże wyjść z dolnej kondygnacji bez drabinki i i będzie z kim pogadać pośród Bruśnieńskich Krzyży w lasach Roztocza... :detektyw:
A my Woju chyba w grudniu ruszamy na jeden dzień...???
I pokaż w końcu tu jakieś fotki ???
Cyga...
"Honor,Ojczyzna,Bóg"
https://www.youtube.com/watch?v=jdLPT8mt6VI
https://www.youtube.com/watch?v=7av6mgdeCkY
"Rzym płonie ,Neron na harfie gra"